Polska jak Chiny eksportuje ile wlezie

  • 25 styczeń 2021

Chiny są państwem, w którym rozpoczęła się pandemia koronawirusa. Jednocześnie, to w Chinach w drugiej połowie roku odnotowuje się imponujący dwucyfrowy wzrost eksportu – np. w listopadzie 2020 o ponad 21 procent, a w grudniu – o ponad 18 proc. w stosunku do tych miesięcy w zeszłym roku.

Kiedy koronawirus zdusił globalną produkcję, chińskie fabryki szybko wróciły do działania. Eksport pozycjonował kraj jako jedyną dużą gospodarkę światową, która rozwijała się w 2020 roku. Co prawda na początku roku aktywność mocno spadła, ale reakcja autorytarnych władz poskutkowała1. W kwietniu wszystko wracało do normy.

Polska jak Chiny

Jest jeszcze jedna gospodarka, choć mniejsza, która stosunkowo dobrze radziła i radzi sobie w pandemii. Polska2. Pomimo globalnej recesji, Polska pozostaje potęgą eksportową. Warto to odnotować o tyle, że krajowy popyt słabnie i nie będzie w stanie napędzać wzrostu tak jak dotychczas.

Tak. Nie wszystko w minionym roku było tak złe, jak się wydaje. Kiedy obywatele, małe biznesy i usługi cierpią, gospodarka jako całość triumfuje. Przynajmniej, jeżeli chodzi o handel zagraniczny.

Polska sprzedała za granicę w 2020 r. więcej żywności niż rok temu. Za sukces odpowiedzialny był m.in. słaby złoty, obniżający ceny polskich produktów. Eksportowaliśmy też mniej powszechne produkty, jak np. baterie samochodowe (na ten temat przygotowujemy oddzielny wpis, jeżeli jesteście zainteresowani, zapraszamy do odwiedzenia naszej strony wkrótce) czy modemy. Są to produkty rozwojowe, na które zapotrzebowanie najprawdopodobniej będzie się utrzymywało. Co jest dobrą monetą dla krajowych eksporterów.

Z drugiej strony, od jakiegoś czasu zauważamy spadek inwestycji dokonywanych przez przedsiębiorstwa. Taki spadek w konsekwencji kilku lat może negatywnie odbić się na zdolnościach produkcyjnych, bo trudno pracować czy produkować na starym sprzęcie.

Podsumowując, setki mld eur wpłynęły do Polski. A co głównie wypłynęło? Dywidendy. (O tym, co możemy zrobić z wypływającymi środkami możecie przeczytać więcej tutaj)

Podobnie jak w Chinach, również władze w Polsce stosunkowo szybko (choć nie tak drastycznie) zareagowały na pierwsze przypadki koronawirusa. Niektórzy nawet twierdzą, że – w porównaniu z innymi państwami w Europie – wiosennej fali koronawirusa prawie tu nie było. Pamiętajmy bowiem, że ograniczenia uderzyły zwłaszcza w sektor usług i handel. Choć drobni przedsiębiorcy nie zgodzą się z umniejszaniem efektów koronawirusa, fabryki na wiosnę wciąż działały, ograniczone jedynie reżimem sanitarnym.

Analityk Ignacy Morawski na Visegrad Insight pisze o tym bardzo obrazowo. Zauważa, że Niemcy, Francuzi i Włosi nie mogli chodzić do kina, restauracji czy teatru, więc więcej wydawali na meble, sprzęt AGD i naprawy samochodów. Polska jest wśród krajów, które są ogromnymi dostawcami takich produktów.

To upodabnia obie gospodarki. Kiedy na świecie szaleje wirus, Polska i Chiny produkują i eksportują. Nie było to działanie celowe, nie można zarzucić nic władzom tych krajów. Ich dobra sytuacja jest efektem naturalnego „skorzystania z sytuacji”.

Jest jeszcze jeden aspekt, który łączy obie gospodarki –polską i chińską – kosztowa przewaga konkurencyjna. Polscy i chińscy przedsiębiorcy mają się dobrze, ponieważ są dostawcami lub dostawcami dostawców kluczowych międzynarodowych korporacji. Nie bez przyczyny najbardziej znane firmy moto czy producenci sprzętu, zwłaszcza z Niemiec, korzystają z usług polskich firm. Szukają takich dostawców, które będą w stanie zaoferować najniższe koszty. Polska i Chiny, ze swoimi niskimi kosztami pracy, są jak najlepszą odpowiedzią na te poszukiwania.

Czy eksport jest zawsze dobry?

Kraje naturalnie dążą do eksportu, a ściślej mówiąc, do nadwyżki handlowej, która jest nim powodowana. O eksporcie myśli się wyłącznie pozytywnie, jako o motorze wzrostu.

Jednak, jeżeli takie myślenie jest widoczne w każdym kraju, to kto będzie importował? Musi istnieć rynek zbytu, musi istnieć miejsce, gdzie wyprodukowane towary zostaną sprzedane.

Władze państwowe, zachwycone dolarami płynącymi zza granicy nie mogą zapominać o popycie wewnętrznym. On też musi istnieć, jeżeli wzrost ma być niezależny od globalnej koniunktury. Taki wzrost, oparty o czynniki wewnętrzne, może być niższy, ale dający się utrzymać. Wzrost oparty tylko na sprzedaży za granicę nie jest stabilny.

Szczególnie w kontekście tego, co zostało opisane wcześniej, że Polska i Chiny są dostawcami międzynarodowych przedsiębiorstw. Te najczęściej działają w modelu tzw. just in time. Jeżeli jest zapotrzebowanie, produkują i zamawiają półprodukty, komponenty od dostawców. Jeżeli nie, zaprzestają produkcji, nie robią zapasów, nie kupują. Taka sytuacja może obrócić się przeciwko eksporterom uzależnionym od zamówień zza granicy. Nie wspominając już o sytuacji pracowników spowodowanej utrzymującą się presją na niskie wynagrodzenia (w związku z konkurencją kosztową, o której była mowa wyżej).

Co więcej, nadmierna nadwyżka jednego kraju, zwłaszcza tak dużego jak Chiny, może ponadto skutkować wypieraniem z globalnego handlu innych mniejszych gospodarek. Co w konsekwencji, pogłębia istniejące różnice pomiędzy państwami.

Dla kraju nadmiernie eksportującego również mogą powstać negatywne skutki na arenie międzynarodowej. Wojna handlowa między USA a Chinami jest tego przykładem. Stany „zazdrosne” o nadwyżkę zwalczają produkty płynące od tego partnera handlowego.

Podsumowując, konkurencja międzynarodowa trwa, a przewagi powstałe na skutek pandemii koronawirusa mogą ją jeszcze pogłębić. Tymczasem najważniejsze wyzwanie, jakim jest odbudowa wewnętrznego popytu, bez względu na eksport, przed nami.


1 Jak zapewne słyszeliście, chińskie restrykcje nie są tak „łagodne” jak te, do których przywykliśmy w Europie. Państwo zamyka szkoły i biznes, nakłada na swoich obywateli zakaz przemieszczania się, wyłącza transport publiczny i zakazuje wjazdu do poszczególnych miast, izolując je tym samym zupełnie od reszty kraju. Spod zakazu nie są wyłączone, np. transporty towarowe. Mieszkańcy objętego zakazem regionu mają pozostać w kwarantannie, chyba, że test wykaże, że nie są zakażeni. Bywa, że nie jest znany okres, na jaki wprowadzono restrykcje.

2 Z tym zastrzeżeniem, że rozmawiamy o danych zagregowanych, a nie poszczególnych przedsiębiorstwach czy osobach. W ich przypadku, dane nie są tak łaskawe.

1 komentarz

  • Tomek   

    "Yoko "- nie Joko . Literówka lub brak staranności, korekty.

Dodaj komentarz

o Postempowo

Yoko Ono ujawniła ostatnie słowa Johna Lennona. Zaproponowała, żeby poszli zjeść kolację. John nie zgodził się i odpowiedział "Nie, chodźmy do domu. Chcę zobaczyć Seana, zanim pójdzie spać". Zaborczy facet! - myślę sobie. A my na tej stronie nie mówimy Ci, jak masz żyć.